:: Bajki :: Babcia Tess

Babcia Tess
 
Obrazek

Do drzwi zapukała radość,
Jakby świeża, piękna młodość.
Tess wir wpadła krzątaniny,
Że nie jadła bez przyczyny.
A gdy dziadek wrócił z dworu,
Też otrzymał garść humoru.
- Przyjeżdża Ewunia z Kamą,
Gdyż zimowe ferie mają.
- Rany, jakie będzie szczęście,
Śniegu dopadało jeszcze.
Latem? Skleciłem huśtawkę…
- Zróbmy razem im ślizgawkę.
Proponuje Babcia Tess
I szczęśliwa z tego jest.

Obrazek

Już od rana na robotę,
Babcia wielką ma ochotę,
Zatem chwyta szuflę dzielnie.
Dla niej? Zajęcie codzienne
I ugniata biały puszek,
Aż zgubiła swój fartuszek,
Także nie próżnuje dziadek,
A mróz, to nie jest przypadek,
Kiedy skuje taflę lodu.
Dziadzio wcześniej leje wodę.

Obrazek

- Brawo! Brawo! Brawo! Ewcia!
Ślicznie jeździsz na saneczkach!
Klaszcze dziadziuś do swej wnusi.
- I uważać zaraz musisz!
Ojej skarbie, słonko moje
Ja o ciebie tak się boję…
- Nic takiego się nie stało!
Krzyczy Kama i o mało
Nie zjechała na pazurkach,
Tam, gdzie kończy się ta górka.
Jednak szybko się podrywa
I mknie tak jak sprytna fryga.

- Powolutku! Moja rybcia!
Lamentuje teraz babcia.
- Może też spróbujesz sama?
Proponuje babci, Kama.
- Ja na łyżwach? Moje dziecko,
Lat czterdzieści, więcej deczko,
Na tym-czymś już nie jeździłam,
Chociaż drzemie we mnie siła.
- To jak jazda na rowerze!
Nie potrafisz? Ej! Nie wierzę!

Obrazek

- Zamienimy się obuwiem?
- Uwierz Kama. Ja nie umiem.
Broni się już z całej siły.
- Gdyby jakieś narty były.
Zawsze szersze są od łyżew.
Podjechała trochę bliżej
Druga wnusia – piękna Ewcia
- Siadaj babciu na saneczkach
I zakładaj szybko łyżwy,
Potem zjemy obiad pyszny.
- Nie ciągnijcie! Ja pochodzę
Ciut po śniegu – nie po lodzie.

Obrazek

Wszystko dziś im smakowało.
- Nałóż babciu nie za mało.
Szczebiotały przy obiedzie,
Były piękne jak łabędzie.
Kama choć zawsze kaprysi,
Zjadła deser nawet z wiśni.
- Powiedź babciu jak jeździłaś,
Kiedy dzieckiem jeszcze byłaś?
- Oj! Nie było takich cacek,
Z drewna zrobił dla mnie tatuś
I pałąkiem od wiaderka
Łyżwy podkuł – Kama zerka
Na babunię i chichocze.
- Babciu, toć to były kloce.
A zapięcie jakieś miały,
Czy je przybił gwoździkami?
- Nie zupełnie moje dziecko.
Były do nich i sznureczki,
Które kneblem się skręcało,
Aby butów się trzymały.
- Knebel? Nie rozumiem tego słowa.
- Zwykły patyk, moja droga.

Obrazek

Kiedy spały już wnuczęta,
Noc czuwała uśmiechnięta,
Wtedy księżyc pukał w okno,
Promyczkami szukał ostro,
Gdzie ułożyć pozostałe?
Może w nóżkach na posłanie?
Babcia też by dołączyła,
Gdyby, chociaż jednym była
Maciupeńkim cud promyczkiem,
Takim tylko snem kamyczkiem,
Albo cicho na podłodze
Zasnąć? I popuszcza wodzę.
„Gdybym nockę tu spędziła
I o jednym z nimi śniła”
- Marzycielko – jej do uszka
Szepcze dziadziuś –Ty nie wróżka.
Nie siedź dłużej tu po nocy.
Chodź kochanie już odpocząć.

Obrazek

Już od rana krzyczy Kama.
- Dziś pojeździ babcia sama!
Wystraszony dziadek zerka
Na kochane swe wnuczęta.
Potem obserwuje żonę.
„Odwieść ją od tego skłonię?”
- Będę jeździć bez trzymania!
- Chwila! Żono! Będzie plama!
- Kupisz łyżwy sobie babciu?
Z tym pytaniem Ewcia patrzy,
Że dziadziuś spoglądam chłodem,
I naprawdę pluje w brodę,
Wiedząc o tym doskonale,
Że zakazów – nie posłucha jego wcale.

Obrazek

Babcia? Choć to nie przypadek,
Wie, że wszystko zmyje dziadek,
Ale on za nimi drepcze
Myśląc, że będzie bezpieczniej
Bacząc na nią, co wyczynia.
Patrzy, a tu jak turbina
Pędzi na przód i przyśpiesza,
Z tyły stoi cała reszta.
- Przypomniałaś sobie wszystko
Moje słońce i serduszko!
- Pewnie dziadku! – krzyczy Kama.
- I kumpelkę będę miała,
Gdy jej łyżwy sprezentujesz!
- Dziecko! Czy chociaż pasuje?
- Nikt nie widzi mnie tu przecież.
Stęka babcia. – Nigdy w świecie…
- Chyba się nie wstydzisz tego
Babciu wstyd? Oj, nie ma, czego.
Rozbawiona woła Ewcia.
- Może troszkę. – Babciu, przestań!

Obrazek

Jeszcze dwa dni posiedziały
Wymyślając wciąż zabawy.
Już na lato, na wakacje,
Gdy przyjadą dziadek zacznie
Robić szczudła. Cztery pary.
- Po co tyle? Ojej! Rany!
Wystraszony dziadek stęka.
- Przecież to będzie udręka.
- Jedne będą dla babuni,
Drugie będą dla Ewuni…
- Przestań liczyć. Szczudła, Kama…
- A ja będę właśnie sama
Ćwiczyć stale i bez przerwy,
Nie zabraknie na to werwy.
Wtrąca babcia cztery grosze.
- Pięknie żono. Patrzcie, proszę.
Zawodniczka? Chwila, chwila…
- Będziesz z nami się bawiła?
Podskakują jej wnuczęta.
Ona za to uśmiechnięta
I szczęśliwa jak nikt w świecie,
Bo babunią jest ich przecież.


       Wyjaśnienia autorskie:
 
Ewcia, Ewunia, Ewelinka – to Ewelina
       Kama, Kamilka – Kamila
        Madzia – Magdalena
 Barbaretka i Ryk, Ryczek – wymyślone imiona
       Botki – buty Barbaretki

Bajka została już wydana (maj 2014)

Dodał(a): Teresa "Kalwara" Bojanowska
Dnia: 11 czerwca 2014, 08:55

Wszystkie materiały zawarte na stronie są autorstwa Teresy "Kalwary" Bojanowskiej.
Copyright © 2008-2018 www.bojanowska.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ilość odwiedzin: 172456.