:: Bajki :: Kalami i inni

Kalami i inni
 
Obrazek

       Słowo od Autorki
Pewnego razu w moim ogrodzie,
Tuż przy jabłoni – usiadłam w chłodzie,
Oczy przymknęłam tak od niechcenia,
A tu cały świat w bajkę się zmienia.
Kwiaty i chmury, szyszki od świerka.
Czy oni będą grali tu w berka?
Nie! Podskakuje jakaś sprężyna,
Rany – to przecież śliczna dziewczyna,
A nad nią, kto to? Jak zmokła kura
Wygląda, chyba to nie jest chmura?
Przecież to Jukus – jak mało który
Silny i chciałby przenosić góry?
Zatem wsłuchajmy się w ich rozmowę,
Gdyż się szykują przygody nowe.

        Kalami i inni

Obrazek

Liwena stoi już przy Jukusie.
– Chłopcze, ja zganić ciebie już muszę.
Co ty takiego widzisz w Kalami?
Jesteśmy tutaj – tylko z chmurami,
Więc się ukryjmy przed tą ulewą,
Która nadciąga. Troszeczkę w lewo
Tam, za tym murkiem, jest wielka góra,
A w niej drzwi jakby – wspaniała dziura.
Możemy uciec przed brzydką burzą.
– Liwena, przestań – słowa twe nużą.
Jukus wybrzydza – spogląda niżej,
Widzi kwiatuszek. Stanąć chce bliżej?
– Kalami, możesz spojrzeć do góry,
Jakie już pędzą deszczowe chmury.
Utworzę z ramion cud – parasolek,
Za ciebie przecież przemoknąć wolę!

Obrazek

Liwena tupie, lecz nie nóżkami,
Tylko sprężyną – co on w Kalami
Widzi – się dziwi, nic nie rozumie.
„Lepiej pofrunąłby – właśnie do mnie”.
– Ja? Nie polecę do żadnej góry,
Lecz porozpędzam wszyściutkie chmury.
Dla cudownego kwiatka – Kalami!
W mig z bałwanami się po rozprawiam.
Liwena szepcze coś po cichutku.
– No, niechaj sprząta w swoim ogródku,
Przeczekam wszystko w cudnej jaskinie,
Aż ta pogoda brzydka przeminie.

Obrazek

Jukus uchwycił więc bałwanisko,
Chcąc porozrywać niemalże wszystko.
Chmura się złości – wyciąga szyję,
Zaraz chojraka sobą owinie
I go poniesie cichutko, bokiem,
Aby nie wrócił tutaj z powrotem.
Lecz Jukus nie jest wcale tchórzliwy,
Ciągnie za chmurę z calutkiej siły.
Zatem pyskuje już bałwanisko.
– Ja nie polecę. Co? Nad urwisko?
Twoja głupota nic nie pomoże,
Moje jest miejsce tutaj, na dworze!
Jukus jak osa bardzo uparta,
Tak jak dla gracza ważna jest karta,
Chwyta i dźwiga niegrzeczną chmurę,
Aby ją unieść – wysoko w górę,
Na swoich wielkich, silnych ramionach,
A chmura nie jest tym zachwycona.

Obrazek

Spójrzcie, kochani – tuż obok murka
Kalami śpieszy się, tak jak mrówka,
Ćwicząc wspaniały, cudowny głosik,
Że nic nie słyszy – i kto ją prosi,
Ją nie obchodzi – choć z boku zerka,
Co tam, że narcyz jest w pięknych szelkach.
– Słuchaj, Kalami – ja w brata sprawie
Tutaj za długo, więc nie zabawię.
– Przestań, narcyzie – ty bez imienia!
– Znowu marudzisz i się już gniewasz?
– Może ci kupię cud okulary?
Będą pasować, chociaż bez miary,
Wysłucham ciebie – hm, może jutro.
– Jutro? Och, jutro – to będzie futro.
Zaburczy narcyz – zgrabnie na pięcie
Odwrócił się w mig – on mam zajęcie
Nie takie wcale – szkoda mu czasu
I się oddalił – ot, bez hałasu.

Obrazek

Na drodze narcyz spotyka brata.
– Ja się nie bawię w twojego swata,
Gdyż mnie Kalami słuchać nie chciała,
Uderzyła jej w główeczkę sława.
– Ona jest piękna, najdroższy bracie,
W skrycie liczyłem ja tylko na cię.
– Czy nie znasz innych tutaj kwiatuszków?
– Innych? To ona w moim serduszku!
– Masz ci, babuniu, placuszek wielki,
Czy na osłodę chcesz moje szelki?
– One nie mają już żadnej mocy,
Ja będę płakał w dzień – nawet w nocy.

Obrazek

– Usiądę tutaj, na tym kamieniu,
A ty, braciszku, schowaj się w cieniu.
„Coś się dziwnego z nim chyba dzieje,
Że czarodziejskich nie zechciał szelek?
I nie rozumiem nic, nic – wszystkiego,
Ani postępków – kaprysów jego.
Pograć w podchody, a czasem w klasy,
Lub tak niewinnie, lecz bez hałasu
Po kropel rosy z samego rana
Wybrać się – dobre są do śniadania.
Zatem pójść muszę wprost do Różyczki,
Co nam na rosę plecie koszyczki.
Ona jest mądra i mi podpowie,
Co siedzi w bracie – nie, może w głowie?”.

Obrazek

– Witam cię, droga – moja Różyczko.
O, ukończyłaś koszyczki szybko,
Rosie na pewno będzie wygodnie.
– Witam. O, widzę rozdarłeś spodnie?
Zaraz szybciutko ci, je załatam.
– Zostaw, Różyczko. Ja w sprawie brata.
Narcyz sczerwieniał – z takim kłopotem.
– Nie. Zostaw – może zrobisz to potem?
– Nitkę przytrzymaj mocno w swych ząbkach,
Aby nie wyszła z łaty nam trąbka.
– Wiesz, co Różyczko – ja nie mam chęci.
– Trzymaj – nie marudź, abym pamięci
Tobie nie zszyła – i bardzo szybko
Śmigam igiełką – z przepiękną nitka.
Zanim coś bąknął o swoim bracie,
Spodnie już były w cudownej łacie.
I na odchodne mu powiedziała.
– Wiesz, że braciszka trafiła strzała
Twojego i to z łuku Amora,
Na pewno mu się zakochać pora.

Obrazek

– Najukochańsza moja, Kalami.
Spójrzże, słoneczko, przez chwilę na mnie.
Ze swoich ramion zrobię kołyskę,
Do snu utulę cię jak księżniczkę.
– Kto to, tak rzewnie, prześlicznie śpiewa?
Szepcze Kalami – już się nie gniewa?
Ona rozgląda się dookoła
I nasłuchuje – jest urzeczona.
– Uniosę ciebie, aż tam, pod chmury,
Abyś widziała wszyściutko z góry.
Moja Kalami, moja księżniczko,
Oddam dla ciebie dużo – no, wszystko.
Wyciąga Jukus przepięknie, rzewnie,
Nie czuje się już kwiatuszek pewnie,
Przy pospolitych swoich – hm, nutkach
Jej pioseneczka jest ciut za krótka.
Zatem śpiewaczka już oniemiała.
„Wszyscy upadną na swe kolana,
Kiedy duecik z nim tutaj stworzę,
Żadna już siła im nie pomoże,
Abym narcyza wysłuchać chciała
I z tej przyczyny wyrzuty miała”.

Obrazek

Nagle śpiew milknie – skrył się za drzewa?
Już przy Kalami stoi Liwena.
– Nie pozwolę ci – droga panienko!
– Coś podobnego – wyglądasz cienko!
Spójrz na stokrotkę swymi ślepkami,
Kwiaty, muzyka – one są z nami!
– Ha, ha, ha. Jukus to mój przyjaciel,
Nigdy dzieweczko nie spojrzy na cię.
– Jukus? Nie żartuj? Znikaj kochana,
Uczę się. Jukus to dla mnie plama!
Odkręca się już sprytna Kalami,
Aby rozmawiać tylko z nutkami.

Obrazek

Olbrzymia chmura cudowne łapki
Wyciąga jakby z jakiejś pułapki,
Liwene chce już tulić w ramionach,
Reszta niech tutaj z zazdrości skona,
Będzie ją huśtać do końca świata,
W barwach tęczowych – we wszystkich kwiatach.
Wiecie, dlaczego? Liwena cała
Jest delikatnym złotem oblana
I będzie razem z kroplami rosy,
Deszczem, też z wiatrem zabarwiać kłosy
Zbożom i wszystkim – co tylko rośnie
Chcąc się podobać nie tylko wiośnie,
Lecz również latu, jesieni, zimie,
Ona jest mądra i wszystko umie.

Obrazek

Wreszcie narcyzy do swoich braci
W mig powrócili jak dwaj junacy.
Niechaj cieszą się wszyściutkie kwiatki
Urokiem, pięknem: bzy i bławatki…
Oni spotkają wielkie przyjaźnie.
W gromadzie zawsze jest cudnie, raźniej.
Chociaż została jeszcze Kalami,
Aby uczyć się – bawić nutkami.
Osiągnie wiedzę pracowitością,
Również cel w życiu swą zawziętością.
Nie będzie ją już drażnić brzydota.
Tolerancja to – ogromna cnota.
W pięknym ogrodzie zostanie gwiazdą,
Aby przed siebie mknąc śliczną Mazdą.

          Zakończenie
Za rok usiądę znów pod jabłonią,
Kwiaty już będą ubrane w słońce.
W nowej przygodzie wszystkie zapłoną,
Jak w moich strofach – wersy kipiące.
Czy nas zachwycą starzy znajomi?
Być może świeża wedrze się zgraja.
Kto kogo tutaj zdoła poskromić?
Oj, moi mili – będzie zabawa.

Kolejna moja bajka została już wydana w listopadzie 2017



Dodał(a): Teresa "Kalwara" Bojanowska
Dnia: 30 listopada 2017, 13:35

Wszystkie materiały zawarte na stronie są autorstwa Teresy "Kalwary" Bojanowskiej.
Copyright © 2008-2010 www.bojanowska.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja strony: CoLinS
Ilość odwiedzin: 166509.