:: Prozy :: Ucieczka

Ucieczka
Szóste opowiadanie - prawdziwa historia
    
    Obiad    
  
    Joasia wiedząc, że obiad będzie nieco później niż zwykle, nie śpieszyła się do domu. Obcując z przyrodą, zwłaszcza przebywając pośród drzew, odzyskiwała równowagę psychiczną. Tego dnia chciała wyciszyć swój umysł, aby nie rozmyślać o zastawionej przez ojczyma pułapce, w którą wpadła. Uniosła bluzkę i spojrzała na elastyczny bandaż, którym była oplątana.
- Mama ma złote ręce – westchnęła na myśl, że to właśnie rodzicielka tak starannie ją owinęła – już prawie nie boli. Delikatnie dotknęła lewego boku i po chwili przekonała się, że podczas jego nacisku nie czuje już takiego dużego bólu jak zaraz po uderzeniu o rant podłogi.
   Dziewczyna zapragnęła porozmawiać z Panem Bogiem i podziękować Mu za opiekę. Uklękła więc i skierowała swój wzrok ku niebu:
- Dziękuję Ci, Panie Boże, że nie opuszczasz mnie w najtrudniejszych chwilach mojego życia, że kierujesz wszystkimi wydarzeniami, które dane mi jest przeżywać. Dziękuję! – szeptała, a wiara, jaka wypełniała jej serce umacniała ją jeszcze bardziej na wszystkie przeciwności młodzieńczego losu.
   Kiedy weszła do kuchni, rodzeństwo trzymało już widelce i czekało na rozpoczęcie obiadu. Ojczyma, jak zwykle, nie było jeszcze przy stole, a to on rozpoczynał obiad. Kobieta kilkakrotnie wychodziła za zewnątrz domu, przywołując męża. Po dłuższym czasie zjawił się z kpiącym uśmiechem i bez słowa usiadł za stołem. Kiedy matka zaczęła nakładać ziemniaki na talerze, w pewnym momencie jeden z kotletów z talerza Joasi zsunął się na podłogę. Dziewczyna błyskawicznie nachyliła się, podniosła rarytas i położyła go na swoim talerzu.
- Czyś ty, oszalała?! Dziewczyno! – ojczym wrzasnął tak głośno, że reszta biesiadników niemalże podskoczyła do góry, upuszczając z brzękiem widelce.
– Przecież po podłodze chodzi się w brudnych butach, dlatego mięso trzeba wyrzucić! „Mięso” – pomyślała Joasia, patrząc na cienkie kotlety schabowe w panierce.
- To ja będę je jadła – odrzekła pasierbica – zwłaszcza, że tak rzadko, to mięso, bywa na tym stole.
- Matka! Popatrz, jeszcze pyskuje. Co, chciałoby się codziennie wcinać mięso?

- Zostaw ją. Chce takie jeść, niech je – wtrąciła spokojnie matka.
Ojczym nachylając się nad talerzem coś jeszcze mruknął pod nosem. Ziemniaki były pyszne, a schabowe, chociaż pachniały tartą bułką i jajkiem, wyśmienite. Mężczyzna uniósł nieco głowę i z pod przerzedzonych, siwych brwi obserwował bacznie rodzinę. Joasia poczuła jego wzrok na twarzy. Odniosła wrażenie, że ojczym liczy każdy kawałek mięsa, który wkłada do ust. Zrobiła się czerwona na twarzy, jakby coś przeskrobała. Pasierbica w mig opróżniła nie tylko danie główne, ale i szklankę z kompotem. Widocznie ojczym pomylił się w rachunkach, ponieważ żałośnie westchnął i zajął się swoim posiłkiem. Dziewczyna przeżegnała się, podziękowała Panu Bogu za dary na stole, po czym wstała.
- Dokąd to? – zapytał ojczym unosząc wzrok z nad talerza.
- Chcę wyjść na dwór – odrzekła.
   Zatrzymała się przy drewnianej ławie z wiadrem wypełnionym orzeźwiającą wodą. Ujęła kubek i nabrała nim eliksiru życia. Jednym haustem opróżniła naczynie.
- Kij połknęłaś, czy co? – zapytał ojczym.
- Dbam o prawidłową postawę, przecież ciągle o tym ojciec przypomina
– odrzekła.
- Ma rację – wtrąciła matka. Rodzeństwo nie chcąc przysłuchiwać się awanturze wybiegło w pośpiechu z kuchni.
- Kto posprząta ze stołu? – zapytał chrapliwym głosem ojczym nie spuszczając wzroku z Joasi.
- Przestań – znowu odezwała się matka – wielkie rzeczy, zaraz pozmywam.
- Wystarczy, że gotowałaś. Od czego ma się dzieci? – mężczyzna niczym struś wyciągnął szyję w kierunku żony.
- Już sprzątam, już – oznajmiła nastolatka podchodząc do stołu, aby pozbierać naczynia. Przygotowała dwie miski z ciepłą wodą i postawiła je na ławie. Ręce trzęsły się przy tym, ojczym bowiem, siedząc nadal przy stole, z uwagą obserwował każdy jej ruch.
- Chciałabym położyć się – westchnęła Joasia, kiedy skończyła wycierać talerze.
- Co z drzewem? – zapytał pasierbicę. – Cała sterta czeka, trzeba wszystkie pociąć i pozwozić do szopy.

- Jutro to zrobię – odrzekła spokojne. Miała nadzieję, że matka zdążyła już porozmawiać z mężem w tej sprawie.
- Jutro? – zdziwił się ojczym – a jak spadnie deszcz?
- Nie zanosi się na burzę – szepnęła pasierbica spoglądając w okno.
- Patrzcie, meteorolog się znalazł! – wykrzyknął.
- Może jesteś zmęczona? – wtrąciła nieśmiało matka. Tą matczyną troską dolała tylko przysłowiowej oliwy do ognia. Ojczym zacisnął na moment powieki, złapał kilka głębokich oddechów w taki sposób, jakby miało mu zaraz zabraknąć powietrza. Tętnice szyjne zrobiły mu się grube jak powrozy, błyskawicznie wytrzeszczył oczy i wydobył z gardła wściekły głos:
- Zmęczona?! Co ty wygadujesz, matka! Co to za dzisiejsza młodzież?! – dziwił się wbijając swoje przymglone, małe oczy w pasier- bicę. – Wiecznie zmęczeni, nic im się nie chce robić. Leniuchy! Może jeszcze telewizor ci włączyć?
- Dziękuję – mruknęła Joasia.
- No, tak. Po co w ogóle pytam? Aby oglądać program w telewizji trzeba mieć tu
– stuknął się palcem w czoło – tu, koleżanko! – powtórzył ruch wytrzeszczając oczy w taki sposób, jakby chciał nimi telepatycznie posadzić pasierbicę na krześle. Nagle wstał i podszedł do dziewczyny z wyciągniętym palcem.
- Tu, sympatyczna koleżanko!
- Proszę mnie nie stukać – Joasia gwałtownym ruchem odsunęła się w bok.
- Siadaj i słuchaj, jak mówię do ciebie!
Mężczyzna wrócił się na poprzednie miejsce.
- Czy ten wrzask można nazwać rozmową? – zapytała spokojnie.
- Siadaj! – zacisnął pięści – nie będę tysiąc razy powtarzał, zakuta pało!
Joasia usiadła pokornie spuszczając wzrok.
- Patrz na mnie jak do ciebie mówię! – uniósł pięść – ja tu jestem panem! Proszę wykonywać moje polecenia! – po czym walnął nią w blat stołu. Dziewczyna ze łzami w oczach spojrzała na rozsierdzonego ojczyma.
- No, patrzcie! Jeszcze będzie mi tu ryczeć! Ale mnie to nie wzrusza! Zrozumiano?!

- Ja nie płaczę...
- Milcz! Nie myszkować mi po całym domu! – krzyczał grożąc pasierbicy zaciśniętą pięścią. – A teraz zgiń mi z oczu i zasuwaj do swojej roboty, bez dyskusji!
– zakończył akcentując każde wypowiadane słowo.
   Joasia wyszła z kuchni. Minęła korytarz i stanęła na betonowych schodach. Rozejrzała się wokół. Zauważała, że psia buda szpeci podwórko dwiema oberwanymi na niej deskami. Nastolatka chciała wziąć młotek i gwoździe, aby przywrócić mieszkaniu psa w miarę estetyczny wygląd. Podeszła do sterty drzewa. Uniosła leżącą tam siekierę, aby zrobić odpowiedni zamach. Kiedy cały jej tułów wyciągnął się w górę, a potem naprężył, nagle poczuła silny ból. Upuściła narzędzie pracy i usiadła na pniaku. „Niech dzieje się, co chce”
– pomyślała patrząc na drzwi domu w nadziei, że zobaczy w nich matkę. – Cóż tu po mnie, nie będę czekała na kolejną awanturę – wyszeptała podnosząc się z pniaka. „Idę w lepsze miejsce niż to” – pomyślała.
- Ej! – usłyszała nagle głos matki. – Zaczekaj!
Joasia odwróciła się. Rodzicielka biegła w jej kierunku.
- Zaczekaj! Rozmawiałam z ojcem, nie musisz ciąć drzewa.
- Dziękuję – odrzekła uradowana córka.
- Chodź do mieszkania, możesz położyć się w pokoju – kiedy matka wypowiadała te słowa, córka dygotała ze szczęścia.
   Gdy Joasia weszła do kuchni ojczym nadal siedział na swoim miejscu z wlepionym wzrokiem w drzwi. Gdy tylko ujrzał pasierbicę, wykrzyknął:
- Żeby kózka nie skakała! Trzeba patrzeć pod kopyta, bo można je stracić!
– zarechotał z błyskiem szczęścia w oczach. Joasia była pewna, że jest bardzo zadowolony z pułapki jaką na nią zastawił.
„Niech ci Pan Bóg wybaczy” – pomyślała zamykając za sobą drzwi.
 
Olsztyn, 2010-09-11

Dodał(a): Teresa "Kalwara" Bojanowska
Dnia: 5 kwietnia 2012, 16:29

Wszystkie materiały zawarte na stronie są autorstwa Teresy "Kalwary" Bojanowskiej.
Copyright © 2008-2010 www.bojanowska.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja strony: CoLinS
Ilość odwiedzin: 166500.