:: Prozy :: Ucieczka

Ucieczka
Ósme opowiadanie - prawdziwa historia


     Leśniczy
    
    Kiedy Joasia usłyszała za plecami nieznajomy, męski głos, błyskawicznie poderwała się z ziemi. Serce biło jej tak rozpaczliwie szybko jak bije skrzydłami uwięziony w klatce gołąb.
- Dzień dobry! Nie chciałem pani przestraszyć – powiedział przepraszającym tonem mężczyzna, ubrany w zielony garnitur, z naszywkami na kołnierzu. W jasnym kolorze koszula kontrastowała z jego śniadą cerą i kruczymi włosami, a szeroki, serdeczny uśmiech zdawał się łagodzić strach jaki w pierwszej chwili odczuła dziewczyna.
- Dzień dobry… Ja tylko wyszłam na spacer – odpowiedziała usprawiedliwiając się nastolatka. – Jaka ze mnie pani – dodała oblewając się rumieńcem.
- Jestem Jerzy. A ty masz jakieś imię?
- Joasia – odpowiedziała.
- Ładne imię – roześmiał się odsłaniając lśniące, białe zęby. – Może usiądziemy?
– zaproponował. – Mam drugie  śniadanie i z przyjemnością podzielę się nim z tobą – dodał zdejmując z ramienia skórzaną raportówkę.
- Dziękuję, nie jestem głodna – odrzekła z zażenowaniem.
Mężczyzna wyjął z raportówki kanapki, termos.
- Proszę – wyciągnął rękę podając kanapkę.
Joasia nieśmiało wzięła poczęstunek i pośpiesznie rozwinęła papier. Kanapka wyglądała apetycznie.
- Dziękuję.
Była głodna, lecz opanowała się z uzewnętrznieniem tego uczucia, by leśniczy źle o niej nie pomyślał. Zaczęła powoli przeżuwać kanapkę kawałek za kawałkiem.
- Jeszcze jedną? – zaproponował mężczyzna. – Bez obawy. Zawsze, gdy wybieram się do lasu zabieram sporo jedzenia, bo nie wiem, kiedy wrócę do domu. Może herbaty?
- Poproszę.
   Joasia zjadła drugą kanapkę, wypiła herbatę. Z ust młodego mężczyzny płynął jedwabisty, ciepły głos, który ujął ją za serce. Leśniczy w długiej rozmowie nie podkreślał swojej wyższości, ważności czy mądrości, nie był opryskliwy jak ojczym.
- Czy pan jest właścicielem tego lasu? – zapytała ze szczerą ciekawością nastolatki.

- Ze mnie taki pan jak z ciebie pani. Mów mi po imieniu, Jerzy
– zaproponował. – To nie jest mój prywatny las. Jestem tylko leśniczym, w lesie pracuję… Dzisiaj kontrolowałem między innymi ten teren. - Aha… – zdziwiła się Joasia, która tylko pobieżnie wiedziała, na czym polega praca leśniczego. Kiedyś słyszała, że u leśniczego można kupić opał na zimę.
- Skąd jesteś? – zapytał Jerzy kończąc posiłek. – Zabłądziłaś?
- Nie…Już mówiłam, wyszłam na spacer.
- Mogę o coś zapytać? – szepnął.
- Proszę bardzo.
- Co ci się stało nad kostką?
- To? Nic takiego. Podrapałam się o krzaki – odrzekła starając się zasłonić dłońmi zdarty naskórek.
- Tak równo podrapałaś się o zarośla? – zdziwił się – ale jak nie chcesz, nie mów. Wiesz – zmienił raptownie temat – masz piękne, niebieskie oczy.
- Ej, tam – dziewczyna machnęła ręką i opuściła powieki.
- Nikt ci tego nie mówił?
- Nie żartuj ze mnie – szepnęła, jednocześnie czując, że zaczerwieniła się jak burak, jakby jej policzki za chwilę miały eksplodować. W głowie zaczęły wirować słowa ojczyma: „Jesteś do niczego, nie mogę na ciebie patrzeć.” „Takie tam gadanie – myślała – chce być po prostu uprzejmy.”
Gdy milczenie przedłużało się, Jerzy zapytał:
- Zgubiłaś się?
- Nie – odpowiedziała zdecydowanym tonem Joasia.
- Znam w tej okolicy większość domostw.
- Ja... mieszkam... – zaczęła jąkać się – o, tam – wskazała palcem kierunek, ale tak naprawdę nie była na sto procent pewna swej decyzji.
- Tam? Czy tam? – pokazał wzrokiem inny kierunek.
- Może…
- Dobrze. Powiedz swoje nazwisko lub szczegół, który mógłby wskazać mi właściwy kierunek.
- Mój ojciec pracuje w ambulansie pocztowym – dziewczynie wyrwało się z gardła słowo „ojciec”, zamiast prawidłowego „ojczym”.
- Wiem! – krzyknął radośnie Jerzy – u pana Wacława! Nie wiedziałem, że ma już dorosłą córkę!

- Jestem pasierbicą, nie córką – wyjaśniła.
- W takim razie chodźmy, mam niedaleko motocykl. Odwiozę cię prosto do domu.
- Nie trzeba. Pójdę sobie pieszo.
- Trzy kilometry?
- Aż tyle? – zdziwiła się Joasia.
- Chodź. Nie bój się, przecież nie gryzę – Jerzy roześmiał się wstając z trawy. Zebrał pozostałości po biwakowaniu i schował je do raportówki.
- Tylko nie zawoź mnie pod sam dom – zastrzegła się dziewczyna.
- Boisz się ojca? O, przepraszam, ojczyma – poprawił wypowiedź Jerzy.
- Nie boję się, ale…
- Dobrze, dobrze, nie wnikam w szczegóły. Spójrz, to mój pojazd – wskazał wzrokiem, kiedy zbliżyli się do opartego o drzewo czerwonego motocykla. „Ten sam, który mijałam” – pomyślała Joasia.
- Skromny, ciasny, ale własny – roześmiał się leśniczy.
– Spotkamy się jeszcze? – zapytał trzymając kierownicę motocykla.
Joasia była zaskoczona zadanym pytaniem, nie wiedziała, co ma odpowiedzieć.
- Nie wiem – wydukała.
- Zauważyłem, że lubisz las…
- Kocham go! To moja świątynia dumania, gdzie zawsze jest pięknie, panuje niesamowita cisza – westchnęła.
- Mam pomysł. Przy następnym naszym spotkaniu opowiem ci dużo o drzewach, o mojej pracy. Chcesz?
- Czy ja wiem… – zawahała się.
- Pojutrze, to będzie piątek, o trzynastej, mogę przyjechać po ciebie.
- Tylko nie pod dom. Proszę. Będę czekała przy ogrodzeniu, dobrze?
- Znakomicie – ucieszył się Jerzy.
Kiedy motor zawarczał, Joasia usiadła za plecami leśniczego.
- Trzymaj się! – krzyknął.
- Czego mam się trzymać?
Jerzy nie odpowiedział, tylko ujął jej dłoń i pociągnął do przodu.
- Nie bój się, przecież nie parzę. Obejmij mnie w pół i trzymaj się mnie mocno, abyś nie spadła.
  
   Joasia czuła się nieco zażenowana zaistniałą sytuacja, ponieważ do tej pory nie obejmowała żadnego mężczyzny, poza tatusiem. Wahała się, czy może objąć dopiero co poznanego mężczyznę. Opuściła ręce, chwytając przy kolanach krawędź siedzenia.
- Już! – krzyknęła. Motor ryknął jeszcze głośniej i z impetem ruszył przed siebie. Jechali leśnymi ścieżkami. Po pewnym czasie Joasia delikatnie stuknęła palcem w ramię młodego mężczyzny.
- Tu się zatrzymaj! – krzyknęła.
   Jerzy zwolnił, motor po chwili zamilkł. Dziewczyna zeskoczyła z pojazdu.
- To była przyjemna przejażdżka, dziękuję. O, za tymi drzewami mieszkam
– wskazała ręką kierunek.
- Wiem. To do piątku? – leśniczy przypomniał o terminie spotkania.
- Do piątku – odrzekła Joasia. Nagle ujrzała ojczyma. Niczym duch, wyłonił się zza drzewa machając teczką. Szedł w ich kierunku.
- Witam pana leśniczego! – krzyknął z daleka.
- Witam, witam! – odpowiedział Jerzy.
- Co tu robisz? – ojczym zwrócił się do Joasi.
- Idę do domu.
- Widzi pan, tylko by się wałęsała, zamiast pomagać matce.
- Czasem trzeba i pospacerować – odrzekł spokojnie Jerzy.
- Ale to dobry dzieciak – ojczym zmienił ton głosu.  Położył rękę na ramieniu pasierbicy. Joasia chciała coś powiedzieć. Zanim otworzyła usta, ojczym uszczypnął ją tak mocno w ramię, że dziewczyna odskoczyła w bok.
- Widzi pan, panie leśniczy, jaka dzikuska! – zażartował.
– Marsz do domu! – wrzasnął na Joasię pokazując palcem kierunek, z którego przed chwilą przyszedł. – Zdaje mi się, że jedzie pan w kierunku stacji – nagle zwrócił się niezwykle uprzejmym tonem do Jerzego – podwiezie mnie pan na stację?
- Dlaczego nie – zgodził się leśniczy. – Do widzenia! – krzyknął Jerzy do Joasi, gdy zawarczał motocykl.
- Do widzenia! – odpowiedziała nastolatka.
Dziewczyna wolnym krokiem szła w kierunku domu. Podwórze było puste. Gdy minęła furtkę, na progu domu zobaczyła matkę.

- Ojciec niespodziewanie musiał przerwać urlop i zastąpić w pracy chorego kolegę! – recytowała pośpiesznie rodzicielka.
- Widziałam jak szedł do pociągu, machając swoim skarbem. Mówiąc krótko: teczką…
- Czym miał machać? Lepiej powiedz, gdzie byłaś do tej pory?
- Na spacerze.
- Widzisz? Idziesz sobie, kiedy chcesz i gdzie chcesz, nie mówiąc nikomu. Co to ma znaczyć?
- Zwyczajnie, nic. Poszłam, i tyle.
- Dziecko! Ile razy mam ci powtarzać, abyś sama nie chodziła po lesie? Ile razy?
– pytała matka.
- Przecież nic mi się nie stanie.
- Nie wiadomo, kogo możesz spotkać i…
- Mamo – przerwała jej córka – w lesie może być bezpieczniej niż w domu.
- W lesie? Wymyśliłaś, mądralo – nadąsała się matka.
- Nie wymyśliłam – odparła Joasia kierując się w stronę kuchni. Rodzicielka pośpiesznie podreptała za nią marudząc cały czas, że jej córka jest niepoważna i zgryźliwa. W pewnym momencie Joasia odsłoniła prawa nogę.
- Spójrz.
- Mówiłam – zaczęła grozić palcem – że w lesie jest niebezpiecznie, podrapałaś się o krzaki, masz za swoje –zakończyła.
Joasia była przekonana, że matka mówiąc od rzeczy nie przyjrzała się dokładnie jej nodze.
- To ojczym zrobił mi siniaka – mruknęła córka, zasłaniając siny, zdarty naskórek. – Nie powiedział? Tchórz!
   Matka zamilkła. Oczy jej zaokrągliły się, jakby miały wyskoczyć z orbit. Było widać w nich strach. W jaki sposób jej mąż zrobił taką pamiątkę córce, nie dociekała.
- Mamo, co ja mam robić dalej?
- Pogadam z ojcem, tylko schodź mu z drogi – obiecała prosząco matka.
- Więc powiedz mi, gdzie mam jeść, spać, jak twój mąż jest w domu? Może w lesie na drzewie? Nie jestem jednak małpą ani innym zwierzęciem. Kupiłaś gazetę?

- Nie, bardzo żałuję. Masz dziesięć złotych, jutro możesz sobie ją kupić – rzekła wyjmując banknot z kieszeni fartucha.
- Dziękuję.
- Może zjesz obiad? Zostawiłam ci – zaproponowała rodzicielka.
- Nie jestem głodna. Zresztą już jadłam.
- Tak, tak... W lesie rozdają posiłki... Fantastka...
   Matka nie uwierzyła w słowa córki. Na elektryczną maszynkę postawiła sos, aby go podgrzać, z drugiego garnka włożyła do niego trochę ugotowanych ziemniaków.
– Zjesz coś ciepłego, to miną ci pretensje. O, tu masz i surówkę – powiedziała stawiając przed córką miseczkę z ogórkami.
Joasia po całym dniu pełnych wrażeń nie zapomniała o modlitwie i rozmowie z Bogiem. Dla dziewczyny dzień nie byłby ważny, gdyby za niego nie podziękowała Stwórcy.
   Dzisiejszego wieczora kładła się spać pełna przemyśleń, ale zarazem i obaw. „Czy Jerzy nie skrzywdzi mnie? – zastanawiała się. – Na pewno jest żonaty i broń mnie, Panie Boże, zadawać się z takim mężczyzną. Chociaż nie zauważyłam obrączki. Ale co tam obrączka, mógł ją schować. Dlaczego nie spytałam go, czy jest żonaty?  Zresztą pewnie i tak nie powiedziałby mi prawdy. Nie pójdę na spotkanie. Może pójdę. Jak mam postąpić?” – pytała sama siebie.
   Postanowiła rankiem porozmawiać z matką. Powiedzieć jej, że poznała leśniczego. „Mama dłużej żyje na tym świecie i na pewno mądrze doradzi mi, na pewno doradzi, na pewno…” – powtarzała w myślach…Zasnęła.

Olsztyn, 2010-11-26

Dodał(a): Teresa "Kalwara" Bojanowska
Dnia: 2 maja 2012, 10:54

Wszystkie materiały zawarte na stronie są autorstwa Teresy "Kalwary" Bojanowskiej.
Copyright © 2008-2018 www.bojanowska.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ilość odwiedzin: 175826.