:: Prozy :: Ucieczka

Ucieczka
Dziesiąte opowiadanie - prawdziwa historia
  
    Cząstka dnia  

   Niebo miało przepiękną, błękitną barwę, która uspokajała zmysły. Dom, gdy zalało go słońce, lśnił oślepiającym blaskiem.
   Joasia już na przydomowych schodach usłyszała trzy mieszane głosy. Kiedy weszła do kuchni, za stołem, między matką a ojczymem, siedział sąsiad. Dziewczyna pozdrowiła gościa i udała się prosto do swego pokoju. Zaraz za nią przydreptała rodzicielka delikatnie zamykając za sobą drzwi.
- Gdzie znowu łaziłaś? – zapytała z nutą pretensji w głosie.
- Byłem po gazetę – odrzekła córka.
- Tak długo? Chyba ją na miejscu drukowali?
Joasia nie miała zamiaru ukrywać przed matką znajomości z leśniczym.
- Spotkałam Jerzego.
- Tak przypadkiem? – kobieta spojrzała na zegarek. – Kłamałaś, że idziesz na spotkanie o trzynastej?
- Nie kłamałam, ale skoro los zrządził inaczej…Spotkałam go wcześniej.
- Nie zwalaj wszystkiego na los. Co ci wczoraj powiedziałam?
- Ale ja nie obiecałam mamie, że nie spotkam się z Jerzym. Zresztą, jutro też jestem z nim umówiona.
- W żadnym wypadku! Jutro będzie świniobicie. W tej sprawie przyszedł sąsiad, który będzie nam pomagał.
- Co ja miałabym przy tym robić?
- Jak to, co? Myślisz, że mało będzie roboty? – zapytała zdziwiona matka.
- Dobrze już mamo, dobrze. Jutro pójdę tylko na chwilę, aby leśniczy nie musiał na mnie czekać w nieskończoność…
- Nigdzie nie pójdziesz! Jak poczeka, to korona nie spadnie mu z głowy. Zresztą, powinien zająć się swoimi dziećmi, a nie uganiać się za młodą dziewczyną.
- Mamo…
- Co, mamo?
- Pamięta mama, jak tatuś uczył mnie wspaniałych wartości? Ciągle powtarzał: „Słowo dane, jest droższe od pieniędzy.” Pamięta mama?
- Pewnie, że pamiętam. Nie wywracaj kota ogonem! – wykrzyknęła kobieta robiąc przy tym żałosną minę.

- Więc powinnam pójść, inaczej Jerzy przyjedzie tutaj. Czy tego mama chce?
- Dobrze… Pójdziesz na chwilę – odrzekła ugodowym tonem matka, po czym wyszła z pokoju.
   Joasia przez resztę dnia nie wychodziła na podwórko ani nawet z pokoju. Kolację przyniosła jej matka. Po skonsumowaniu posiłku nastolatka odmówiła pacierz i położyła się do łóżka.
   Myślała o Jerzym. Była pewna, że to Pan Bóg sprawił, iż spotkała na swej drodze tak miłego, mądrego i odmiennego od wszystkich człowieka. – Dziękuję Ci, Panie Boże – szeptała szczęśliwa.
   Ranek był pełen harmidru, wszyscy kręcili się po domu niczym w mrowisku. W końcu dziewczęta wybrały się do szkoły, a ojczym wraz z sąsiadem usiedli za stołem, by wypić kawę. Matka stała w kuchni przy wielkich garach, w których zaczynała wrzeć woda. Joasia sprzątała pokoje, najpierw jeden, potem drugi i jeszcze kolejny, kończąc porządki na korytarzu. Wysprzątałaby z radością nawet całe podwórze, wraz z przylegającymi do płotu szopami, gdyby tym zajęciem mogła przypodobać się ojczymowi. Chociaż od rana tryskała niesamowitą energią, widząc na horyzoncie ojczyma, usuwała się z jego drogi. Około dwunastej, przebrana w odświętne ubranie, z niecierpliwością spoglądała na zegarek. Delikatnie, na palcach stóp, podeszła do drzwi. Przystawiła do nich ucho. Panowała cisza, więc nacisnęła klamkę. W kuchni nie było nikogo. Wielkimi krokami podeszła do następnych drzwi. Podwórze było puste. Gdy tylko, bardzo ostrożnie, zamknęła za sobą furtkę, zaczęła biec.
   Motocykl Jerzego stał już oparty o drzewo, on zaś spacerował po wąskiej ścieżce, w tę i z powrotem.
- Witam – krzyknął, gdy tylko zobaczył Joasię. – Myślałem, że nie przyjdziesz!
- Jak widzisz, jestem – odrzekła dziewczyna,
   Jerzy podszedł do niej, ujął delikatne, dziewczęce dłonie i przyłożył je do ust.
- Jestem szczęśliwy, że jesteś – szepnął. Joasia zarumieniła się. – Nawet do twarzy ci z rumieńcem.
- E, tam. Nie chciałabym tego…
Dziewczyna delikatnie wyciągnęła z męskiego uścisku dłonie i potarła nimi policzki mając nadzieję, że rumieniec po tym zabiegu zniknie.
- Chciałbym pokazać ci piękne miejsce, chcesz? – zaproponował leśniczy.
- Mało mam czasu, obiecałam mamie, że zaraz wrócę.
- Może poproszę twoją mamę, abyś nie miała przeze mnie żadnych kłopotów…
- Lepiej nie. W domu jest trochę zamieszania.
- Tym bardziej, co będziesz robiła w takim…

- Chciałabym pojechać z tobą, ale sam rozumiesz…
- W takim razie porozmawiam z twoim ojczymem – upierał się Jerzy.
- Z nim? Może nie…
- Boisz się ojczyma?
- Jego ględzenia, i nie tylko…
- W takim razie porozmawiam z nim, dobrze?
   Jerzy uruchomił motocykl.
- Zaczekaj chwilę. Przecież nie możemy razem pojawić się pod domem.
- Masz rację.
   Kiedy Joasia przybiegła na podwórko, usłyszała głos matki, wychodzącej z szopy.
- Nie poszłaś na spotkanie?
   Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć, gdy Jerzy z impetem podjechał pod dom. W tym momencie zaczął ujadać Burek. Ojczym wychylił głowę zza stodoły, a zobaczywszy gościa, wrzasnął na psa, który posłusznie zamilkł.
- Dzień dobry! Co pana leśniczego do nas sprowadza? – krzyczał już z daleka.
- Dzień dobry – odrzekł Jerzy.
Ojczym wyciągnął dłoń, leśniczy podał swoją i równocześnie potrząsnęli ramionami.
- Chciałem porwać pana córkę – zażartował młody mężczyzna.
- Porwać? – zmarszczył brwi ojczym.
- Żartuję. Chciałem pana prosić, aby pozwolił pan Joasi na przejażdżkę ze mną, oto tym motocyklem – Jerzy wskazał na pojazd.
- Joasię? Co pan ma z nią wspólnego?
- Panie Wacławie. Obiecuję, że przywiozę córkę całą i zdrową.

- Jak matka pozwoli, niech jedzie. Ja tu nic nie mam do powiedzenia – cmoknął ojczym.
- Dziękuję panu.
- Nie ma za co, panie leśniczy. Zapraszam pana na obiad. Jutro o trzynastej. Co pan na to?
- Dziękuję za zaproszenie. Z przyjemnością przyjadę – odrzekł Jerzy. Znowu podali sobie dłonie. Rodzicielka w milczeniu obserwowała całe zajście nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała.
- Tylko zaraz proszę wracać – radosnym głosem zwróciła się do młodych.
- Dobrze, mamo – odrzekła Joasia.
   Kiedy usiadła za plecami Jerzego silnik motocykla zawarczał. Ruszyli. Mknąc leśnymi ścieżkami, dziewczyna była pełna szczęścia, że z każdą chwilą oddala się od domu. Wietrzyk przyjemnie muskał jej twarz.
   Nagle zobaczyła prześliczny widok. Właśnie w tym miejscu leśniczy zgasił silnik motocykla.
- Jak tu pięknie – wyszeptała pełna podziwu.
- Mówiłem ci.
- Po raz pierwszy widzę tak cudowne miejsce – zachłystywała się Joasia.
   Przed jej oczami rozciągało się nieduże jezioro. Słońce po jego tafli ślizgało swe promienie, odbijając w wodzie kolorowe, zwarte szeregi drzew. Jerzy podszedł do Joasi i delikatnie położył dłoń na jej ramieniu.
- Właśnie to miejsce chciałem ci pokazać – wyszeptał.
- Dziękuję.
- Nigdy nie byłaś o tej porze nad jeziorem?
- Nigdy.
- Nie żartuj… Przecież mieszkamy w krainie wielkich, pięknych jezior.
- Wiem, i głupio mi z tego powodu.
- Nie powinno być ci głupio. Chodź, pokażę ci jeszcze ciekawsze miejsce.
   Szli blisko siebie. Jerzy nadal trzymał dłoń na jej ramieniu. Po chwili delikatnie zsunął ją i ułożył na talii dziewczyny. Joasia czuła ciepło jakie emanowało z pod jego palców.

Dziewczyna usiłowała zebrać myśli, gdy nagle poczuła paniczny lęk. Niespodziewanie odskoczyła w bok. Jerzy zatrzymał się.
- Czy zrobiłem coś nie tak? – zapytał zdziwiony.
Joasia nic nie odpowiedziała. Podeszła do niego i ujęła go za dłoń.
- Tak będzie lepiej – rzekła.
   Ruszyli naprzód, po około trzydziestu krokach zatrzymując się ponownie.
- Spójrz – szepnął Jerzy. Joasia prześlizgnęła wzrokiem po leżącej kłodzie, która cieńszym końcem wsunięta była w wodę. Na kłodzie, w równym rzędzie, siedziały dzikie kaczki.
- Piękne. I nie boją się nas – wyszeptała.
- Dlatego, że zachowujemy się bezszelestnie.
Joasia całą sobą napawała się pięknym widokiem, jej serce podskakiwało z zachwytu. Nie mogła uwierzyć, że znajduje się właśnie tutaj, że widzi te wszystkie cuda natury.
- Przepiękne – szeptała.
- O wcześniejszej porze roku zobaczyłabyś tu i łabędzie.
Któreś słowo Jerzego musiało zabrzmieć głośniej, ponieważ furkot skrzydeł przerwał błogą ciszę.
- Wystraszyłeś je.
- Powrócą.
- Myślisz?
- Jestem na sto procent pewien.
- Dziękuję ci, że uraczyłeś mnie takim widokiem.
- Ja zaś dziękuję, że jesteś tu ze mną i…
- Oj, nie mów w ten sposób. Biegniemy do motora? – zaproponowała Joasia.
- Biegniemy – zgodził się Jerzy. Leśniczy pozwolił, aby nastolatka do celu dobiegła pierwsza.
- Mądrala – roześmiała się dziewczyna zatrzymując się przy motocyklu – chciałeś, abym wygrała.
- Tak, chciałem. Teraz zwycięzca otrzyma nagrodę.
- Jaką nagrodę?
- Nagroda musi być – rzekł tajemniczym tonem Jerzy podchodząc do Joasi. Spojrzał na nią czarującymi oczami.

- Podobasz mi się – szepnął, po czym palcami delikatnie dotknął jej policzka.
– Masz taką gładką skórę – wyszeptał.
- Onieśmielasz mnie – pisnęła Joasia.
Jerzy puścił jej dłonie, objął ją i przytulił.
- Zakochałem się w tobie – wyznał. A mówiąc te słowa przywarł ustami do warg Joasi. Dziewczyna poczuła mrowienie na plecach. Pomyślała, że zaraz spali się ze wstydu, że jej policzki wybuchną. Odchyliła nieco głowę.
- Chyba za długo tu jesteśmy. Mama będzie gniewała się, że nie dotrzymuję słowa – wyrecytował jednym tchem.
- Myślałem, że pokażę ci jeszcze, gdzie mieszkam.
- Może innym razem, dobrze?
- Jak chcesz. Ale jutro zobaczymy się. Jestem przecież zaproszony przez twojego ojczyma na obiad – przypomniał dziewczynie.
- Pamiętam. Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu.
- Zatem jesteśmy szczęśliwi razem – roześmiał się Jerzy.
Uruchomił silnik motocykla.

Olsztyn, 2011-01-09

Dodał(a): Teresa "Kalwara" Bojanowska
Dnia: 22 maja 2012, 06:53

Wszystkie materiały zawarte na stronie są autorstwa Teresy "Kalwary" Bojanowskiej.
Copyright © 2008-2010 www.bojanowska.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja strony: CoLinS
Ilość odwiedzin: 166490.