:: Prozy :: Ucieczka

Ucieczka
Jedenaste opowiadanie - prawdziwa historia
    
    Gość    
    
    Sędziwy kot siedział na najwyższym kołku płotu zajęty codzienną toaletą. Z perspektywy swego podwórkowego królestwa było mu zupełne obojętne to, co działo się wokół niego.
- Już jesteśmy! – krzyknęła radośnie Joasia.
- Nie za długo? – odburknęła rodzicielka, która stała na schodach domu.
- Ależ proszę pani, staraliśmy się wrócić punktualnie – niezwykle uprzejmym tonem odezwał się leśniczy.
- Wejdziesz na herbatę? – dziewczyna zwróciła się z propozycją do młodego mężczyzny.
- Może innym razem, może jutro – odpowiedział niepewnie Jerzy. Na pożegnanie pocałował Joasię w policzek.
- Do jutra – wyszeptała nastolatka.
- Nie za dużo tych czułości? – wtrąciła zaniepokojona matka.
Jerzy pocałował Joasię raz jeszcze. Potem podszedł do gospodyni i pożegnał się z nią.
Dziewczyna długo stała na podwórku patrząc w dal, w której powoli zniknął motocykl pozostawiając po sobie jedynie smugi dymu.
- Myślisz tu nocować? Chodź do domu – Joasia usłyszała głos matki – ojciec z tobą chce porozmawiać.
- Ze mną? – zdziwiła się – o czym?
- Chodź, nie marudź – mruknęła matka.
- Pójdziesz ze mną, mamo?
- Za chwilę – odrzekła matka, ociągając się z pójściem z córką do swojego męża, przeczuwając, że kolejny raz będzie świadkiem domowej sprzeczki. „No tak, za chwilę. Na pewno znowu będzie awantura” – pomyślała Joasia.
   Poczuła, że nogi ma miękkie, jakby były z gumy. Serce zaczęło przyśpieszać tak mocno, że kątem oka zauważyła podskakujący rąbek bluzki. Pełna obaw weszła do kuchni. Ojczym siedział za stołem. Niecierpliwie przebierał palcami jakby grał na klawiszowym instrumencie.
- No, pojawiła się nareszcie, panna za dychę – rzekł złośliwie, wyraźnie akcentując ostatnie słowa.
- Przecież dostałam pozwolenie od ojczyma – odrzekła usprawiedliwiającym tonem Joasia.

- Co miałem powiedzieć panu leśniczemu? Co?
- Prawdę – odrzekła pasierbica.
- Wygarnę już mu prawdę, aż pogubi buty! – wrzasnął.
- Czy w tym domu nie można rozmawiać inteligentnie?
- Znalazła się inteligentka... Lepiej gadaj, czy coś cię łączy z leśnikiem!
- Poznaliśmy się, i tyle.
- Co ty powiesz? I od razu po tym poznaniu zaprasza cię na przejażdżkę, jakby nie miał nic innego do roboty? Wydaje mi się, że mając w domu dzieci ma pracy po pachy: sprzątanie, gotowanie, pranie, prasowanie – ojczym w swojej wyliczance rozpędził się niczym ekspresowy pociąg.
- Widocznie znalazł trochę czasu, nie widzę w tym nic złego – wtrąciła dziewczyna.
- Jutro pogadam z nim. Zobaczę, co kombinuje.
Ojczym uniósł dłoń do góry, rozwarł palce w taki sposób jakby miał zaraz wkręcić żarówkę.
- Sympatyczna koleżanko, nie życzę sobie spotkań po kątach, po krzakach! Koniec! Kropka! A teraz zejdź mi z oczu! – wrzeszczał.
- Chwileczkę. Zanim zniknę z pola widzenia, to coś zjem.
- O, nie nakarmił cię? No, patrzcie – ojczym roześmiał się. Po chwili zaczął przeraźliwie kasłać, gdyż zachłysnął się własną śliną.
   W tym momencie jak burza do kuchni wpadła matka. Joasia była przekonana, że rodzicielka podsłuchiwała rozmowę, gdyż w okamgnienia doskoczyła do męża, złożyła dłoń w pięść i zaczęła okładać go po plecach. Zabieg ten jednak na niewiele się zdał. Pasierbica widząc, że ojczym nie może swobodnie oddychać krzyknęła:
- Nosem! Proszę nie oddychać ustami, tylko przez nos! Bardzo spokojnie!
Dziewczyna wiedziała jak w takiej sytuacji prawidłowo zachować się, ponieważ niegdyś miała taki sam przypadek. Ojczym zaczął chaotycznie oddychać. Nie kasłał, tylko, co jakiś czas, pochrząkiwał. Twarz jego była czerwona jak w ogródku dojrzały pomidor.
- No, widzisz, trzeba było tyle gadać?! – skarciła go żona.
- Nie wymądrzaj się! – zrewanżował się dotknięty uwagą mężczyzna – pan leśniczy nie nakarmił twojej córuni. Ha, ha, ha…

- Przestań! – burknęła rodzicielka Joasi. Nastawiła patelnię na ogień, potem nakroiła słoniny.
- W tym domu zawsze jest coś do jedzenia – mówiła mieszając na patelni. Ojczym jeszcze coś mamrotał pod nosem, ale widząc, że ani żona ani pasierbica nie zwracają na niego uwagi, wyszedł z kuchni. Wygłodzona dziewczyna dopadła pożywienia. Śpieszyła się przy tym, bo zdarzało się, że ojczym zabierał jedzenie i wynosił je dla Burka.
   Mogłoby wydawać się, że wieczór będzie taki jak w innych domach - normalny. Niestety, Joasia, gdy tylko położyła po modlitwie głowę na poduszce, usłyszała jak ojczym kłóci się z matką. Głośno wrzeszczeli na siebie. Dziewczyna usłyszała trzask drzwi od sypialni. Obawiała się, by niedziela pod tym względem nie była jeszcze gorsza, postanowiła więc wstać jak najwcześniej i wymknąć się na poranną Mszę świętą. Myśli jej krążyły przy matce, aby ojczym nie skrzywdził jej. Długo nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok.
   Wstała. Wyszła przez okno i zakradła się pod sypialnię rodziców. Ponieważ jej okna nie były zasłonięte, a w pokoju paliło się światło, z bijącym sercem obserwowała co się tam dzieje. W pewnym momencie dostrzegła jak ojczym podszedł do żony i cmoknął ją w policzek. „No proszę, tak powinno być zawsze” – pomyślała. Tą samą drogą, czyli przez okno, wróciła do swojego łóżka.
   Kiedy Joasia wróciła z kościoła wielkimi krokami zbliżało się południe. Siostry w swoich pokojach odrabiały lekcje, ojczym nerwowo chodził po podwórku.
   Nieubłaganie zbliżała się godzina trzynasta. Dziewczyna zaczęła, wraz z matką, przygotowywać obiad. Rodzicielka położyła na stół biały, odświętny obrus. Córka ustawiła talerze ze sztućcami i zaczęła poprawiać ustawienie krzeseł jakby ich układ miał jakieś istotne znaczenie dla ważności posiłku. Była zdenerwowana.
Nagle usłyszała warkot motocykla. Wybiegła przed dom. Leśniczy ubrany był inaczej niż zwykle, bardziej elegancko, odświętnie. W oczy rzucała się ładnie wykrojona kurtka, wyprasowane na kant czarne spodnie. Kiedy gość postawił na metalowych nóżkach motocykl, podszedł do Joasi, nachylił się i pocałował ją w usta.
- Witam – szepnął ciepłym, czułym tonem.
- Witam. Jesteś punktualny – odpowiedziała.

Mężczyzna spojrzał na zegarek i czarująco uśmiechając się rzekł:
- Punktualność to obowiązek.
- Dzień dobry, panie leśniczy! – krzyk ojczyma doleciał z końca podwórza.
– Widzę, że już pan jest! – wrzeszczał, biegnąc co sił w nogach. – Zaprosisz do domu pana leśniczego? – rzekł do pasierbicy ledwie łapiąc oddech.
- Zapraszam do środka – wyszeptała dziewczyna.
   Na stole stała waza z zupą, w porcelanowym talerzu pachniały mielone kotlety. Surówka z pomidorów była w pięknej kryształowej salaterce, zaś w szklanym dzbanku kompot z truskawek. Matka nakładała na duży półmisek ziemniaki. Leśniczy poczekał chwilę, aż gospodyni skończy swą czynność, po czym przywitał się, całując jej dłoń. W tym czasie przyszły siostry Joasi. Wszyscy usiedli za stołem, krzycząc równocześnie: „Smacznego!” Łyżki poszły w ruch. Zaraz po skonsumowaniu zupy gość ujął w lewą rękę widelec, w prawą nóż i zaczął zgrabnie posługiwać się sztućcami. Ojczym nie odkładał łyżki, bowiem ta służyła mu do każdego posiłku. Siostry zaraz po obiedzie opuściły pokój, aby nie przeszkadzać dorosłym. Joasia wstała z krzesła, żeby uprzątnąć stół.
- Zostaw – odezwał się ojczym – matka to zrobi.
- Ja też powinnam uczestniczyć w rozmowie – wtrąciła kobieta zbierając puste talerze.
- Zdążysz – mruknął ojczym, po czym zwrócił się do gościa: – Panie leśniczy…
- Jestem Jerzy – przerwał mu młody mężczyzna.
- Panie leśniczy – powtórzył. – W jakim celu spotyka się pan z moją pasierbicą?
- Powiem krótko: Joasia podoba mi się. Państwa, jako rodziców, chcę prosić o zgodę, aby została moją żoną.
W tym czasie do pokoju weszła matka. Słysząc wyznanie leśniczego zrobiła wielkie oczy.
- Słyszałaś, matka? – zwrócił się ojczym do żony – pan leśniczy chce wziąć na wychowanie szóste dziecko – parsknął śmiechem. – Czy pan zdaje sobie sprawę, że ten leniuch – wskazał palcem na pasierbicę – nie zna żadnej pracy?
- Ależ panie Wacławie, przecież wszystkiego można się nauczyć.

- Chce pan uczyć tego darmozjada? – ojczym nie przestawał obrażać pasierbicy
– jakby nie miał pan kogo – mówił dalej. – Niech zapłaci matce za mleko, bo chyba tego jeszcze nie zrobiła.
- Chwileczkę – wyszeptała Joasia, która zażenowana przysłuchiwała się rozmowie – czy mnie ktoś zapytał o zdanie?
- Przepraszam – rzekł mężczyzna. – Miałem zamiar wcześniej z tobą porozmawiać, ale skoro pan Wacław poruszył ten temat…
- Niech pan jej niczego nie tłumaczy, nie przeprasza. Na razie o wszystkim, co dotyczy pasierbicy, ja decyduję, ponieważ mieszka w moim domu i je mój chleb
– ojczym przerwał brutalnie konwersację między młodymi.
- Dobrze, panie Wacławie. Słucham pana propozycji – rzekł ugodowym tonem Jerzy.
- Hmm – mruknął ojczym, następnie rozwarł dłoń i podparł na niej brodę w geście filozoficznej zadumy. Nagle wydobył z gardła chrapliwy głos: – Niech najpierw popracuje, zapłaci za wychowanie, a potem robi sobie, co chce.
- Poczekam na Joasię, ile trzeba, panie Wacławie.
- Nie warto, panie leśniczy. Ona nie nadaje się, ani na żonę, a tym bardziej na służącą.
- Panie Wacławie, co pan mówi?
- Mówię prawdę, ale jeśli pan chce czekać, proszę bardzo. Chociaż wydaje mi się, że panu potrzebna jest pomoc od zaraz. Czyż nie? – wlepił w Jerzego swój przymglony wzrok.
Zapanował niepokojąca cisza.
- Pytam, czy nie potrzebna jest panu kobieta od zaraz? – zapytał ponownie ojczym.
- Panie Wacławie, jeżeli chodzi o dzieci, w ich wychowaniu pomaga mi moja mama.
- Nie wstyd panu zatrudniać matkę?
- Żeby pan wiedział, że nie wstyd – odrzekł zdecydowanym tonem mężczyzna. Widać było, że jest zdenerwowany. – Czy mogę przyjeżdżać do Joasi? – zmienił temat rozmowy.
- Może, matka? – ojczym zwrócił się do żony.
- Pewnie – mlasnęła cicho kobieta.
- Teraz chciałbym zabrać pańską córkę na spacer, czy mogę? – zapytał uprzejmie Jerzy patrząc w przymglone niepewnością oczy swego starszego rozmówcy.

- Co? Czy źle siedzieć z nami w domu? – obruszył się ojczym.
- Panie Wacławie, jestem uczciwym człowiekiem. Proszę mi zaufać.
- Zaufać? No, no, no – przecedził przez zęby, grożąc palcem leśniczemu niczym małemu dziecku. Wstał, klepnął żonę w plecy, po czym razem wyszli z pokoju.
- Nie mogłaś bronić się? – zapytał Joasię.
- Jesteś naszym gościem, chciałam uniknąć awantury… – próbowała wytłumaczyć swe zachowanie nastolatka.
- Masz rację – przyznał. Nagle przysunął swoje krzesło bliżej dziewczyny.
– Przepraszam – rzekł ujmując jej dłonie – przepraszam raz jeszcze.
- Za co?
- Powinienem najpierw ciebie zapytać, czy chciałabyś zostać moją żoną.
- Nie przepraszaj. Nie szkodzi, że zapytałeś o to najpierw ojczyma.
- Zostaniesz moją żoną?
- W tej chwili nie mogę ci na to pytanie odpowiedzieć.
- Dlaczego? – zaniepokoił się Jerzy.
- Najzwyczajniej w świecie boję się tylu obowiązków. Mogę sobie nie poradzić.
- Nie martw się! A od czego jestem ja? Będziemy wspólnie sobie pomagać, damy radę.
- No tak, ale…
- Nie ma, ale. Kocham cię.
- Nie znasz mnie, ani ja ciebie. Znamy się zaledwie tydzień, czy to trochę nie za krótko?
- Więc zapraszam cię do mojego domu, chcę abyś zobaczyła jak mieszkam. Poznasz moją mamę, która chwilowo zajmuje się dwójką moich dzieci.
- Dwójką? – zdziwiła się dziewczyna.
- Dwójką! – krzyk ojczyma nieoczekiwanie wtargnął do pokoju. – Pan leśniczy resztę dzieci oddał do Domu Dziecka!
- Panie Wacławie, zaraz wytłumaczę…
- Co tu tłumaczyć! Wydaje mi się, z całym szacunkiem panie leśniczy, że dzieci czekają. Na pana chyba już czas!

- Tak. Ma pan rację, już miałem wychodzić, proszę jeszcze tylko o pięć minut.
- Proszę bardzo – rzekł ojczym, po czym szarmanckim krokiem opuścił pokój.
- Kiedy mogę przyjechać? – spytał Jerzy.
- Może w środę, wtedy ojczyma nie powinno być w domu. Spokojnie dokończymy rozmowę. Co ty na to?
- Wspaniale – ucieszył się leśniczy. Na pożegnanie przytulił do siebie Joasię i namiętnie pocałował, ona zaś odwzajemniła pocałunek.
- Będę na ciebie czekała – wyszeptała.
- Przyjadę o szesnastej. Wyjdziesz teraz ze mną na podwórko?
- Tak – odparła Joasia.
   Jerzy podziękował za gościnę i wyśmienity obiad, a potem pożegnał domowników.
   Uruchomił silnik motocykla, po czym pośpiesznie odjechał.

Olsztyn, 2011-02-21

Dodał(a): Teresa "Kalwara" Bojanowska
Dnia: 2 czerwca 2012, 06:49

Wszystkie materiały zawarte na stronie są autorstwa Teresy "Kalwary" Bojanowskiej.
Copyright © 2008-2010 www.bojanowska.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja strony: CoLinS
Ilość odwiedzin: 166491.