:: Prozy :: Konkurs prozatorski dla młodzieży im. F. Dostojewskiego - rozstrzygnięty

Konkurs prozatorski dla młodzieży im. F. Dostojewskiego - rozstrzygnięty
             Werdykt Jury

Mamy za sobą pierwszą edycję Ogólnopolskiego Konkursu [/b[b]]Prozatorskiego im. Fiodora Dostojewskiego dla młodzieży zorganizowanego przez Wydawnictwo im. Macieja Apostoła z siedzibą w Lublińcu. Prace na konkurs nadesłało 14 uczestników. Autorzy mieli za zadanie opowiedzieć w formie literackiej o własnym poszukiwaniu Boga.
   Jury w składzie: Edward Przebieracz. Zam. Lubiniec; Andrzej Chodacki, zam. Parczew (przewodniczący jury); Teresa Bojanowska, zam. Olsztyn, z wielką uwagą przeczytało prace konkursowe i uznało, że starania wszystkich uczestników zasługują na uznanie. Dlatego wszystkie nadesłane na konkurs opowiadania zdecydowało zamieścić w pokłosiu konkursowym Pt. „Bóg w miłości ukryty”.
    Po wirtualnych konsultacjach Jury przyznało nagrodę główną i cztery wyróżnienia. Laureatką i Konkursu Prozatorskiego im. Fiodora Dostojewskiego  dla młodzieży zostali:

              I nagroda:

ADRIANA DENYS – kl. I w: Zespół Szkół nr 125, Warszawa
             Wyróżnienia:
1. OLGA WOJCIECHOWSKA – kl. I w: Zespół Szkół Ogólnokształcących im. H. Sienkiewicza, Szydłowiec
2. PAULINA RUDEL – kl. III w: I liceum Ogólnokształcące im. Kazimierza Wielkiego, Wałcz
3. MAŁGORZATA RZĄDKOWSKA – kl. III w: II Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Dwujęzycznymi im. A. Mickiewicza, Słupsk
4. PAMELA SIENKIEWICZ – kl. I w: I Liceum Ogólnokształcące im. Marii Skłodowskiej-Curie, Piła

               Laureatka:
ADRIANA DENYS zasługuje, abym na swojej stronie zaprezentowała nagrodzone opowiadanie


              Bóg w miłości ukryty

Wiarę w Boga zaszczepili we mnie rodzice. Pamiętam nasze wspólne wieczorne modlitwy, coniedzielne uczestnictwo we Mszy świętej, czytanie religijnych publikacji dla dzieci. Jezus zawsze uśmiechnięty, o czułym spojrzeniu. Jezus – Tata. Tak Go sobie wyobrażałam. Moja wiara była naiwna, dziecinna, ale na swój sposób piękna. Dziecko z ciekawską zachłannością chłonie wszystko, co je otacza, co jest przekazywane przez mamę, dziadka, nauczyciela. Naśladuje, powtarza. Stąd powiedzenie, żeczego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. Myślę, że podobnie jest z religią. Maluch nie potrzebuje analizować, rozpracowywać. Przyswaja wszystko na swój prosty, niedojrzały sposób. Stąd wiecznie uśmiechnięty Pan Bóg, tzw. „Bozia” oraz piękne, boskie postaci, o trzepoczących skrzydłach – anioły. Wkrótce wiara stała się dla mnie czymś naturalnym, nieodłącznym elementem życia. Rozwijałam się wraz nią. Zmieniało się moje postrzeganie Boga – zaczęłam dostrzegać Jego inne oblicza: Cierpiący, Uzdrowiciel, czasem Milczący. Zmieniła się modlitwa; wiara stała się trudniejsza. W zrozumieniu katolicyzmu pomagały mi lekcje religii, rekolekcje, wyjazdy organizowane przez parafię… Pomocne były też rodzinne rozmowy. Wraz z dojrzewaniem trudniej było z dialogiem ze znajomymi – niektórzy, z którymi przyjęłam sakrament komunii św. czy bierzmowania, zaczęli się z Kościoła wykruszać. To był dla mnie rodzaj próby. Zostałam. Dorastałam, dorastało też we mnie wiele religijnych pytań. Czy Stwórca cierpi? Skąd tyle zła na świecie? Skoro On chce mojego szczęścia, to czemu mi je odbiera? Pytania trudne, często bez jednoznacznej odpowiedzi.
Długo nie mogłam zrozumieć, czemu Bóg jest niewidzialny. Przecież konsekwencją ukrywania się jest poddanie wątpliwości istnienia Stwórcy.  Łatwiej nam uwierzyć w coś, czego namacalnie możemy doświadczyć. Taka jest ludzka natura. „Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę” – to przecież znane powiedzenie. Przypominam sobie biblijną scenę, realistycznie przedstawioną na obrazie barokowego malarza Caravaggio pt. „Niewierność św. Tomasza”. Dzieło przedstawia moment, w którym Jezus nakazuje Tomaszowi Apostołowi, by zobaczył Jego poranione ręce i włożył rękę do Swego boku, aby uwierzył (J 20,27). Zbawiciel podtrzymuje rękę niewiernego tak, że Tomasz umieszcza palec w ranie. Realizm sceny sprawia, iż Jezusowa twarz wykrzywiona jest w bolesnym grymasie. Czy ból spowodowany jest dotknięciem rany czy tym, iż uczeń uwierzył dopiero wtedy, gdy zobaczył? „Szczęśliwi ci, którzy nie zobaczyli, a uwierzyli”. Oto tajemnica wiary!
Ta scena ukazuje rozumowe poszukiwanie Boga, obecne także dzisiaj. Apostoł nie wyznaje swojej słabości i nie prosi o to, by Pan Jezus utwierdził go w wierze, lecz wymaga, aby uczynił to w sposób zgodny z jego oczekiwaniem. Wykazuje się więc ludzką pychą i nieufnością. Jezus jednak chce wzmocnić jego wiarę. Paradoksalnie zwątpienie Tomasza staje się wzmocnieniem i dowodem na zmartwychwstanie. Uczeń Chrystusa dowiódł prawdziwości objawionej religii.
Pozostaje nam uwierzyć w niewidzialnego Boga. W naszym życiu niewidzialność zjawisk czy wartości jest obecna. Ceniony pisarz wkłada niezwykle dużo pracy w swe dzieło. Ślęczy godzinami nad niezapisanym arkuszem papieru, a gdy już ma tekst, wielokrotnie go poprawia, skreśla, dopisuje… Gdy do czytelników wędruje świeży egzemplarz książki, mało kto zdaje sobie sprawę z trudu, jaki włożył autor, zanim publikacja ujrzała światło dzienne. Docenia się literacki kunszt, lekkie pióro, znakomite władanie słowem… Rzadziej wysiłek. Podobnie jest z dziełami sztuki. Gdy obserwujemy obrazy najznamienitszych malarzy, zachwycamy się talentem, barwami, przedstawioną sceną. Co jednak z ciężką pracą? Nierzadko potrzeba lat, aby stworzyć coś pięknego.  Tak samo jest z wartościami, cnotami. Wdzięczność czy zaufanie stają się uciążliwe, gdy są mocno widoczne.  Młoda para często ma potrzebę akcentowania swego szczęścia wynikającego z miłości. Huczne wesele, informowanie o związku, o wspólnych planach… Z czasem konieczność dawania sygnałów o swej radości postronnym słabnie, a rośnie potrzeba pielęgnowania tego uczucia, przede wszystkim w sobie. Związek coraz mniej rzuca się w oczy, lecz jego siła nie gaśnie. Rodzi się miłość dojrzała, najpiękniejsza.
Myślę, że niewidzialność Pana Boga wynika z Jego skromności. Obdarzył świat niesamowitym bogactwem, a następnie odsunął się, by nie zasłaniać swym spectrum bogactw stworzeń. Jego nieskończoność jest na tyle dyskretna, że nie zagłusza ludzkich działań. Jest Opiekunem naszej samodzielności. Umniejszenie jest cechą wielkości – tak przecież postąpił Chrystus. Umniejszył się dla nas – ludzi i dał nam zbawienie. Bóg zaś dał nam wolną wolę, której nigdy nie ogranicza. Jego Natura jest łagodna, nie krzykliwa.
Boską naturę objaśnia w swym wierszu ks. Jan Twardowski: Bóg się ukrył dlatego by świat było widać, (…) jest tak wielki że jest i Go nie ma/ tak wszechmogący że potrafi nie być (…). Żeby  móc odszukać Boga, najpierw należy dostrzec Jego istnienie. Warto pamiętać o tym, że Stwórca ma w sobie pierwiastek osobowy: jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Tak ciężko nieraz dotrzeć do wnętrza drugiej osoby. Wydaje nam się, że kogoś bardzo dobrze znamy, a tu niespodzianka! A my chcemy odkrywać wnętrze Nieskończonego, Niepojętego.
Warto jednak rozróżnić niewidzialność od obecności. Są ludzie, którzy stracili kogoś bliskiego, ale podtrzymują, że wciąż czują jego obecność. Człowiek otrzymał od Boga tyle wrażliwości duchowej, żeby z wielkości i piękna stworzeń poznać ich Stwórcę  (Mdr 13,5). Stwórca daje nam poczuć Swe istnienie, tylko czy my chcemy to zauważyć? Dlaczego tak wielu nie dostrzega Jego obecności? Z gapiostwa? Z zabiegania? Z lenistwa? Zajmują nas prozaiczne, powierzchowne sprawy. Na dostrzeżenie głębi istnienia nie ma czasu, ochoty, siły… Podobnie jest w życiu. Wracamy ze szkoły czy z pracy nie dostrzegając, że w domu jak zwykle jest posprzątane, na stole czeka parujący, pyszny obiad. Nie doceniamy tego, co nas otacza.
Bóg chce być szukany! Zabiega o nas, pragnąc naszej miłości. Stworzył ludzi na swoje podobieństwo i ukochał. Jego uczucie nigdy nie ustanie, ale nie wystarczy, byśmy się na nie tylko godzili. Chce naszego zaangażowania, szczerej miłości. Tak jest też z relacjami międzyludzkimi. Gdy nam na kimś zależy, również staramy się zabiegać o uczucie, lecz tak, by nie zrazić do siebie. Bez natrętnych zachowań, zachowując zdrowy dystans. Nasze szczęście już nie jest tak ważne jak szczęście drugiego człowieka. Nie żyjemy dla siebie, egzystujemy dla kogoś. Pojawia się wyższy cel, sens naszego istnienia. W przypadku wiary tym celem jest poznanie Boga, zbawienie. Pan szuka nas nieustannie, chcąc byśmy również szukali Jego. Wzywa do miłości prawdziwej – tej, dla której nie ma barier, ograniczeń, tej, która wymaga, czasem boli. Podobnie było z Jezusem – w Biblii znajdują się fragmenty, w których Zbawiciel niepostrzeżenie znika: A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa (J 6,24). Znika, bo chce być odnaleziony, poszukuje swych owieczek. Wydaje się, że Bóg znajduje się daleko, że znika wtedy, gdy Go potrzebujemy? Za daleko od nas, od naszych problemów, nieszczęść? WBiblii jest odpowiedź: Grzechy wasze wykopały przepaść między wami a waszym Bogiem (Iz 59,2). Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają, wszystkich wzywających Go szczerze (Ps 145,18).
Czy możemy zobaczyć Boga? Tadeusz Różewicz w swym wierszuWidziałem Go ujrzał Stwórcę w bezdomnym człowieku: spał na ławce/ z głową złożoną/ na plastykowej torbie /płaszcz na nim był purpurowy/ podobny do starej wycieraczki. Czy tak można wyobrazić sobie Pana? Opuszczony człowiek, bez szans, nadziei… Nikt. Ale czy ten płaszcz purpurowy czegoś nie przypomina? Wyzuty z godności, cierpiący, umęczony. Chrystusowa męka! Purpura, barwa królewska, teraz staje się powodem do wyśmiania. Jezusa także publicznie ośmieszano, opluwano, bito. Król został odsunięty poza margines społeczeństwa. Potraktowany podle, zupełnie przedmiotowo. Bezdomny nie przypomina Boga Triumfującego, Króla nad Królami. To Bóg cierpiący, pozornie opuszczony. Biedaka otacza brud: między nagim drzewkiem/ przywiązanym do palika/ blaszaną puszką po piwie/ i podpaską zawieszoną/ na krzaku dzikiej róży. Ten brud może symbolizować bałagan w ludzkich sercach, przewinienia, grzechy, które tak bolą Zbawiciela. Podmiot liryczny nie jest pewny, czy to faktycznie Bóg waha się jak Jezusowi oprawcy: poczułem w sercu swoim/ (nie pomyślałem lecz poczułem)/ że to jest Namiestnik/ Jezusa na ziemi/ a może sam Syn Człowieczy/ chciałem go dotknąć/ i zapytać (…)/ale ogarnęło mnie/ wielkie onieśmielenie/ i oniemiałem (…). Bezdomny jest coraz bliżej śmierci, nadchodzi jego godzina. Udręczone ciało obumiera, nie potrafi żyć w świecie pełnym poniżenia, grzechu. Spoglądając śmierci w oczy  poznaje prawdę i kończą się jego cierpienia: „otworzył oczy/ i spojrzał na mnie/ zrozumiałem że wie wszystko”. Poznał prawdę. „Ja” liryczne widząc ostatnie chwile egzystencji żebraka odchodzi. Czy nie tak zachowali się prześladowcy Zbawcy? Czy nie tak zachowujemy się my? Często uciekamy, nie chcąc mieć z cierpieniem nic wspólnego. Nie przyznajemy się też do naszej wiary. Nie tylko słownie, także czynami. Bardzo wymowny jest występujący w wierszu gest umywania rąk: w domu umyłem ręce. Nawiązuje on do decyzji Piłata, który nie wziął na siebie odpowiedzialności za Chrystusową śmierć. Nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Znów nasuwa się na myśl ludzkie zachowanie: wielokrotnie umywamy ręce, bojąc się konsekwencji naszych działań. Nie chcemy się przyznać do naszych słabości, nie chcemy się przyznać także do Jezusa.
Boga ciężko jednak dostrzec w ludzkim cierpieniu, kataklizmach, bólu. To bardzo trudne. Ateiści zarzucają wierzącym wiarę w Miłosiernego, który pozwala na zło, udrękę. Dlaczego giną niewinni ludzie? Czemu podczas wypadku samochodowego umiera jedyny żywiciel rodziny? Jaki jest wyższy sens nieuleczalnej choroby niemowlęcia? Pytania – tajemnice. To życiowe sytuacje, których nie można do końca pojąć, gdy się ich nie przeżyje. Dlatego ciężko też te wydarzenia tłumaczyć. Wierzę, że Bóg zawsze jest obok nas, a ponieważ szanuje darowaną człowiekowi wolność, której ten czasem nie potrafi dobrze wykorzystać, stąd staje się On bardziej bezradny wobec wyborów człowieka. A zbrodnie, cierpienie, w ostateczności śmierć, mogą być wynikiem grzechu pierworodnego. Gdyby Bóg miał usunąć zło ze świata, musiałby usunąć nie tylko kataklizmy, wojny, lecz także nasze kłamstwa, złości, zdrady. Kto z nas jest bez winy?
Zło dziejące się na świecie nie jest żadną zemstą, gdyż Bóg nie cieszy się ze zguby żyjących (por. Mdr 1,13 oraz 2,23), w końcu świat stworzył ze swej niepojętej miłości. Skoro stworzył dobro i dopuścił zło, to być może po to, by móc wszelkie zło przeobrazić w większe od niego dobro. Być może na tym właśnie polega Jego potęga: pozwala istnieć wszystkiemu i każdemu stworzeniu dać szansę na rozwój bądź przemianę (por. Mt 13,24-43).
  W jaki sposób możemy jeszcze spotkać Boga? Pisarz rosyjski Fiodor Dostojewski przekonuje, że: On, który pragnie ujrzeć Boga żywego twarzą w twarz, nie powinien Go szukać na pustym firmamencie swego umysłu, ale w ludzkiej miłości. Papież Jan Paweł II nawołuje: Miejcie odwagę żyć dla Miłości, Bóg jest Miłością. Tego nie mówi żadna inna religia. Już wStarym Testamencie Pan obwieścił poprzez usta Izajasza: Jesteś dla mnie cenny i ponieważ cię kocham, dam ci wszystkie kraje. Nie bój się, bo ja jestem z tobą! (por. Iz 43,4n), a następnie: Czy może kobieta zapomnieć o swoim niemowlęciu? Czy może nie miłować dziecka swego łona? Lecz gdyby nawet ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie (Iz 49,15). Kluczem do poznania Stwórcy jest więc miłość. Taka, której ateiści zupełnie nie mogą pojąć. No, bo jak pokochać nieprzyjaciela, egoistę, zabójcę? Kogoś kto przepycha się w kolejce, kłamie, plotkuje? Naśladując Jezusa. Mamy dużo pretensji, ale czy umiemy dostrzec własne przywary? Znacznie prościej jest dostrzec zło u innych, najciężej przyznać się do swej ułomności. Często widzimy drzazgę w oku brata, a u siebie belki nie jesteśmy w stanie zauważyć. W obliczu zła skuteczna jest jedynie miłość. Pan Jezus, będąc na ziemi, miłosiernie przebaczał grzesznikom. Posługiwał się współczuciem, życzliwością, na przykład w stosunku do cudzołożnicy. Był gniewny wobec zatwardziałości faryzeuszy, wobec swych oprawców stosował zaś przebaczenie i szczerą modlitwę. Wszystko z miłości! Smucił się, obserwując złe poczynania. Największym szczęściem stało się dla niego nawracanie. Bardzo ciężko jest nam – ludziom nawracać innych. Z jednej strony sami nie jesteśmy doskonali, ale z drugiej sam Pan Jezus gorąco nawołuje do głoszenia Dobrej Nowiny. Skierowanie na dobrą ścieżkę często zmusza do poświęceń, trzeba się liczyć z niepowodzeniem, z osłabieniem relacji. Niektórzy taką pomoc traktują jak atak na własną osobę. Pomocne stają się słowa św. Jana Chryzologa: Miłość przekracza ból i wybacza winy.
Żyć to przekształcać siebie w dzieło sztuki – powiedział Fiodor Dostojewski. Potrzeba dużo pracy, mozołu, cierpliwości, żeby stworzyć dzieło. Potrzeba też odpowiednich narzędzi. Pędzlem niech będzie miłość, a farbami wiara. Dzięki potężnemu uczuciu możemy kształtować świat, zmieniać go na lepsze, ale nie byłoby to możliwe, gdyby nie wiara. Gdyby nie sam Bóg.
Prawdziwa miłość jest trudna. Ksiądz Jan Twardowski pisał, że jest miłość trudna jak sól czy po prostu kamień do zjedzenia. Czasem wydaje się być nie do zaakceptowania, a jednak jest możliwa. Taka jest miłość Boska – Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy: z grzechami, przywarami, wadami. Naszym zadaniem jest Go naśladować. Matka Teresa z Kalkuty tak zdefiniowała czyste uczucie: Trzeba kochać się w rodzinie, dzielić miłość w domu, aby nauczyć oddawać się innym. Nauka dawania musi kosztować, musi boleć, żeby coś znaczyć. Miłość, która nie przysparza cierpień, nie jest prawdziwa. Zrezygnowanie z czegoś, co chcemy mieć… to jest miłość. A więc miłość to dawanie. Często bolesne, bezinteresowne, niezrozumiałe. Tutaj nie chodzi jednak o próbę zrozumienia, a o głębokie uczucie. Jesteśmy z siebie dumni, gdy sprawimy prezent bliskiej nam osobie. Kupiliśmy coś, czego bardzo pragnęła. Jesteśmy zadowoleni, że mogliśmy sprawić jej radość. Ale co by było, gdyby tak uszczęśliwić kogoś zupełnie nieznajomego? Z pewnością musielibyśmy zadać sobie dużo trudu, przemóc się wewnętrznie. Matce Teresie nie tylko chodziło o zrezygnowanie z rzeczy materialnych, to coś głębszego. Dzielenie się szczęściem, troską, opieką… Wreszcie uśmiechem – ten szczerym, uskrzydlającym, podnoszącym na duchu. Przeżywanie miłości to ciągłe nawigowanie przy jednoczesnym rozsiewaniu radości i uśmiechów wokół siebie. Przeżywanie miłości oznacza dawanie bez miary, bez domagania się wynagrodzenia tu, na ziemi. – to słowa św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Często to wystarczy, by dzień stał się lepszy. Myślę, że ten wyraz twarzy powinien stać się sztandarową cechą chrześcijan. W uśmiechu kryje się nadzieja. Na lepszy świat, na zbawienie.
Poprzez miłość Fiodor Dostojewski wyjaśnia także ludzkie cierpienie:Kogo Bóg darzy wielką miłością, w kim pokłada wielkie nadzieje, na tego zsyła wielkie cierpienie, doświadcza go nieszczęściem. Ten sam pisarz przypomina też, iż: Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia.  Często ból, niepowodzenie jest potrzebne, by coś zrozumieć bądź docenić. Znacznie prościej narzekać, lamentować, niż podziękować Bogu za otrzymane łaski. Czym według niego jest piekło? (..) myślę, że to jest żal, iż nie można już więcej kochać. Nie można, bo zabrakło czasu.
Miłość to poświęcenie. Tak jak dobry kompozytor oddaje się całkowicie pracy nad  muzycznym dziełem, Siostry Miłosierdzia wkładają całe serce w pomoc najuboższym, śmiertelnie chorym.  Bez dokonywania spisu strat i zysków. To dzięki miłości człowiek nieustannie zbliża się do Boga. Jakie jest to uczucie? (…)Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, (…) We wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. (1 Kor 13). Jak to uczucie tłumaczył Lew Tołstoj – pisarz rosyjski? Miłość? Cóż to takiego miłość? (...) Miłość przeszkadza śmierci. Miłość jest życiem. Wszystko, wszystko, co rozumiem, rozumiem tylko dlatego, że kocham. Wszystko tylko nią jest związane. Miłość jest Bogiem, umrzeć - to znaczy, że ja, cząstka miłości, wrócę do wspólnego, wiecznego źródła. To klucz, który pozwoli nam odkrywać coraz to nowe drzwi wiary. Umiłowani przez Niego, jesteśmy zdolni do poświęceń. Dzięki niej jednoczymy się z Bogiem i z bliźnimi, akceptujemy siebie i innych. Za ostateczne poświęcenie, które otwiera na miłość Bożą uznaje się modlitwę, powiedzenie Bogu „tak”, by mógł On wkroczyć w nasze życie. Søren Kierkegaard – duński filozof, poeta romantyczny stwierdził, że Modlitwa nie zmienia postanowień Boga, ale zmienia tego, kto się modli. Szczera modlitwa pozwala zawierzyć się Bogu. Zmienia nas na lepsze.
Bóg jest niewidzialny, ale obecny na każdym kroku. Tylko musimy chcieć Go dostrzec. Tadeusz Różewicz potrafił ujrzeć Go w bezdomnym człowieku, Fiodor Dostojewski w miłości. Bóg jest miłością, na tym opiera się nasza wiara. Dzięki temu wielkiemu uczuciu możemy sprawić, by świat stał się lepszy. Jak twierdził francuski prezbiter, misjonarz bł. C. de Foucauld: Wszystko, co robimy dla miłości nabiera wartości i piękna. A więc i wszystko, co robimy dla Pana jest piękne, wartościowe. Ja staram się widzieć Go w drugim człowieku, w ludzkich zachowaniach. Gdy widzę, jak zabiegany mężczyzna przystaje i z uśmiechem wręcza żebrakowi monetę. Gdy chłopak pomaga staruszce wnieść ciężkie zakupy po schodach. Gdy widzę uśmiechniętą rodzinę, zakochaną parę, umorusane czekoladą dziecko. Czuję Jego namacalną obecność w Kościele, a także czytając piękne wiersze, zachwycając się naturą. W obliczu zła widzę Boga cierpiącego, smutnego. Uginającego się pod ciężarami naszych grzechów. A jednak Zwycięzcę. Chcę modlić się słowami św. J. M. Escriva: Panie, spraw, abym miał miarę we wszystkim, oprócz Miłości.


Dodał(a): Teresa "Kalwara" Bojanowska
Dnia: 14 maja 2014, 08:05

Wszystkie materiały zawarte na stronie są autorstwa Teresy "Kalwary" Bojanowskiej.
Copyright © 2008-2018 www.bojanowska.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ilość odwiedzin: 174903.